Brak opakowania – prezent dla środowiska
A teraz czas na prezenty… Któż nie kocha tej chwili, choćby ze wspomnień! Wyczekanej z niecierpliwością, niekiedy utęsknionej, aż do dziecięcego płaczu z niedoczekania… Przebrnąwszy przez śledzie i barszczyk, wysłuchawszy łzawych życzeń babci i mądrości dziadka, gratulacji wujów i cioć, jakim się jest już dużym, można wreszcie dobrać się do podchoinkowej zawartości, skarbów ukrywanych i podrzuconych nie wiadomo kiedy… Rozerwać błyszczące zapory kolorowych papierów, zedrzeć sznury taśmy samoprzylepnej i dobrać się do jakże zachwycających barwnych pudełek z magiczną, zabawkową zawartością! Po latach, nieco już sytsi materialnych dóbr, nadal czekamy, może teraz bardziej na reakcje najmłodszych, niż na korzyść własną z otrzymanego podarku. Zmieniają się rodzaje prezentów i rozentuzjazmowane postacie wyciągające spomiędzy kłujących gałązek nowe dozy szczęścia, ale po niespodziankowej euforii nierzadko zostaje ten sam obrazek: sterty pomiętych papierów, pustych pudełek, celofanu, zszywek i kokardek. Jak ból głowy po wesołej zabawie – wyrzut sumienia za przewinę komercjalizacji świąt. Ale to tylko mały objaw większego zjawiska, które zwie się konsumpcjonizmem. Drogi autorze – zapytają Szanowni Czytelnicy – czy znaczy, że teraz to mamy nosić włosienice i chodzić w łapciach? Powoli, nie ze skrajności w skrajność, ale umiar – ten zawsze jest cnotą.
Bogacz na każdym rogu
Przed konsumpcyjnym sposobem życia ostrzegali już starożytni filozofowie, potem średniowieczni chrześcijańscy mędrcy, zwykle nieskutecznie. Przez wieki jedynym hamulcem był brak dóbr dostępnych dla wszystkich, zamożność była elitarnym doświadczeniem wąskiej garstki szczęściarzy. Obecnie doczekaliśmy czasów, w których znaczna część społeczeństwa żyje w dostatku, a fakt powszechnego dobrobytu umyka naszej uwadze tylko dlatego, że jest… powszechny. Wystarczy jednak porównać komfort naszej codzienności do warunków życia sprzed 100, czy nawet 40 lat, aby uświadomić sobie tę różnicę. Ciepłe i widne mieszkanie, gorąca woda, sklep na wyciągnięcie ręki, auto, bezpieczeństwo socjalne – ziszczenie marzeń snutych w słowach piosenek z lat 70. Pięknie, do tego dążyliśmy, na taki świat pracowaliśmy.
Co na to środowisko?
Trochę pomijamy koszty tego sukcesu. Pozostawię na marginesie aspekt moralny i dylematy społecznej sprawiedliwości – to inne wody polemik i rozważań. Przyjrzyjmy się środowisku naturalnemu. Bez wątpienia jest ono zagospodarowane w stopniu nieznanym w poprzednich epokach. Zajęcie połowy powierzchni pod produkcję rolną, a połowę z pozostałej połowy pod miasta, komunikację i przemysł, tylko niewielką przestrzeń pozostawia naturze. Masowo produkowane są zarówno przedmioty, jak i energia. Dla zaspokojenia energetycznego głodu ludzkości powstają już nie tylko konwencjonalne, dymiące elektrownie czy wielkie tamy z hydrogeneratorami, ale też lasy potężnych wiatrakowych słupów na lądzie i morzu, rozciągnięte po horyzont jeziora paneli fotowoltaicznych. Co dalej?
Umiar lekarstwem na konsumpcyjny ból brzucha
Zmieniliśmy nie tylko sposób zagospodarowania powierzchni, rzeźbę terenu, czy szlaki obiegu wody, ale nawet klimat zmienia się między innymi pod wpływem ludzkiej gospodarki. Dalsze brnięcie w coraz większe zużycie zasobów środowiska doprowadzi społeczeństwa naszego globu do katastrofy. Zmiana tego ślepego kierunku wzrostu to już nie tylko kwestia moralna, ale konieczność ekonomiczna i egzystencjalna. Stąd też od kilkunastu lat coraz głośniej promowana jest polityka neutralności klimatycznej. Z grubsza ujmując neutralność klimatyczna to stan, w którym globalne emisje gazów cieplarnianych (głównie dwutlenku węgla i metanu) są w równowadze z tym, co mogą zneutralizować lasy i oceany w wyniku naturalnej absorpcji planetarnej. Ograniczając emisje wspomnianych gazów ograniczana jest także emisja pyłów, tlenków azotu, węglowodorów aromatycznych i innych szkodliwych substancji wydzielających się podczas spalania. W szerszym rozumieniu zasady neutralności klimatycznej zalecają zmniejszanie zużycia wody, jak najpełniejsze zagospodarowanie odpadów (tak aby nic nie zostawało na wysypisku), zmniejszenie zużycia energii z równoczesnym dążeniem do uzyskiwania jej ze źródeł bezemisyjnych.
Po dobroci idzie trudniej, ale skutecznie
Trochę irytująca jest naiwność, z jaką niektórzy przekonują, iż korzystanie z roweru uratuje niedźwiedziom polarnym zimę, ale… coś w tym jest. Czy potrzebujemy góry przedmiotów, aby być szczęśliwym? Czy wczasy na Malediwach na pewną są ciekawsze od włóczęgi po szlakach Roztocza? A może góra opakowań mogłaby być o połowię mniejsza? Projekty dążące do zmniejszania emisji są kosztowne, czasem niewygodne, niekiedy nietrafione, lecz warto przyjrzeć się temu co w nich dobre i rozsądne, zastosować u siebie w domu i w ogrodzie.
Jest taki projekt
Trudno ruszać bryłę świata w pojedynkę, albo samymi hasłami. Ale po trochę każdy może skutecznie zrobić coś dla swojego otoczenia. Można mieć nadzieję, że jeśli działanie jest rozsądne, w sumie efekt wielu takich prac będzie widocznych globalnie. A o tym, co można zrobić dla siebie i świata można porozmawiać w Starostwie Powiatowym we Włodawie, w punkcie doradztwa klimatycznego w pokoju 211. Konsultacje są udzielane jako element projektu „System doradztwa sprzyjający osiągnięciu neutralności klimatycznej w Powiecie Włodawskim” finansowanego z w ramach programu Fundusze Europejskie dla Lubelskiego 2021-2027. Konsultant podpowie, jaki system ogrzewania domu będzie najkorzystniejszy środowiskowo i dla domowego budżetu, a także gdzie szukać dotacji. Doradzi, jak zagospodarować wodę opadową, aby nie zalewała sąsiadów i nie dokładała się do fali wezbraniowej. Zachęci do sadzenia drzew, wyjaśni jakie gatunki wybrać stosownie do otoczenia. Namówi do pozostawienia kawałka ogrodu dla samorządnej natury, ku wygodzie i relaksowi domowników. Wyjaśni wady i zalety pomp ciepła i samochodów elektrycznych. I oczywiście – właśnie z doradcą klimatycznym można dogłębnie przeanalizować odwieczny dylemat wyboru choinki: sztuczną, czy naturalną, ciętą czy w donicy? Zapraszam, zmieniajmy nasz świat wspólnie!




